Postanowiłem to sprawdzić w jedyny słuszny sposób: dając mu ostro w kość! Zmieliłem w nim mięso na domowe burgery, wyrobiłem ciasto na pizzę, zmieszałem składniki na brownie, a na koniec zrobiłem sobie koktajl.
Jeśli jesteś ciekaw, czy poradził sobie z tym wszystkim, zostań ze mną!
Cena
GÖTZE & JENSEN SB900K to urządzenie, które na papierze wygląda jak absolutny mokry sen gadżeciarza, który postanowił zostać MasterChefem.
Rynek najlepszych robotów planetarnych jest zdominowany przez kilka kultowych marek, które czasem za swoje topowe modele życzą sobie kwot rzędu porządnego, używanego samochodu.
I tu wchodzi GÖTZE & JENSEN, oferując model SB900K, który cenowo wpisuje się w racjonalny segment, ale pod kątem bajerów i specyfikacji uderza prosto w klasę premium.
Co prawda, sugerowana cena producenta to 2499,99 zł, ale obecnie możesz go kupić już za 1699,99 zł. Sprzęt dostępny jest w pod tym linkiem w sklepie MediaExpert.
Budowa
Gdy wyciągałem tę maszynę z pudła, od razu poczułem, że nikt tu nie oszczędzał na materiałach.

Całość wraz z opakowaniem waży około 14 kilogramów, a sama maszyna to kawał solidnej konstrukcji. W przypadku robota planetarnego ogromna waga to ważna zaleta!

Obudowa to jednolity odlew z aluminium, nie ma tu mowy o żadnym cienkim, trzeszczącym plastiku, który wygina się pod palcem.
Dzięki takiej konstrukcji robot stoi na blacie jak przyklejony, a o stabilność dba dodatkowo świetnie wyważony środek ciężkości.

We wnętrzu ukryto metalowe przekładnie, co oznacza, że zębatki nie zmielą się w pył przy pierwszym cięższym cieście.

Sercem tego robota jest 4-polowy silnik bezszczotkowy AC o potężnej mocy 1600 W. Bezszczotkowce to technologia, którą uwielbiam – są praktycznie bezawaryjne, nie przegrzewają się tak łatwo i szczycą się cichym działaniem.
Zajrzyjmy jeszcze w akcesoria, bo tu jest na bogato:
- Główna misa – ma pojemność 5 litrów, jest wykonana z grubej stali nierdzewnej i dobrze się ją trzyma.

- Osłonka – dzięki niej ograniczasz bałagan w kuchni, a specjalny otwór pozwala dodawać składniki w trakcie mieszania.

- Trzepaczka – duża, gęsta, idealna do ubijania białka czy śmietany.

- Mieszadło silikonowe – mój absolutny faworyt, z elastycznymi krawędziami, które ściągają masę ze ścianek misy jak wycieraczka.

- Masywny hak do ciasta – ciężki kawał metalu stworzony do wyrabiania ciasta.

- Szklany blender kielichowy o pojemności 1,5 l – grube, porządne szkło, które nie porysuje się od lodu i nie przesiąknie zapachem.

- Maszynka do mielenia mięsa – solidna przystawka montowana na froncie z trzema różnymi sitkami. Producent dorzucił tu świetny patent: nasadka masarska jest sprytnie schowana wewnątrz popychacza maszynki, więc nie zgubi się w szufladzie.

Sterowanie
Na boku aluminiowej obudowy znajdziesz dotykowy ekran o przekątnej 4,3 cala. Reakcja na dotyk jest bardzo w porządku – nawet gdy miałem palce ubrudzone mąką, system reagował bez większych problemów.
Interfejs jest prosty, czytelny i logicznie poukładany. Ale to, co sprawia, że ten robot jest genialny, to wbudowana waga.

Działa w zakresie do 5 kilogramów z dokładnością co do 1 grama. Ważysz wszystko bezpośrednio w misie.
Koniec z brudzeniem kilku różnych miseczek na cukier, mąkę i masło. Sypiesz, tarujesz, dodajesz kolejny składnik. Proste i genialne!

Jeśli to Ci nie wystarcza, to sprzęt ma moduł Wi-Fi i łączy się z aplikacją Setti+ (kompatybilną z ekosystemem Tuya/Smart Life). Odpalasz przepis w aplikacji na telefonie, przerzucasz go do robota, a ekran prowadzi Cię krok po kroku.
Robot sam wie, że teraz ma włączyć na przykład 4-ty poziom obrotów (a jest ich łącznie 12) na dokładnie 3 minuty. Ty w tym czasie możesz scrollować TikToka.

Muszę jednak powiedzieć, że przepisy i instrukcje do nich powinny zostać dopracowane. Dla przykładu, według listy składników musiałem przygotować 200 g drobnego cukru, natomiast potem robot kazał mi użyć cukru pudru, co jednak nie jest tym samym.
W robocie nie jest to aż tak rażące, choć czasem musiałem się zastanowić, co dokładnie mam zrobić, bo polecenia nie były jasne. Natomiast w aplikacji na telefonie przepisy wyglądają tak, jakby nie wyświetlały pewnych informacji.

Testy praktyczne
Skoro suche dane mamy za sobą, to przejdźmy do gotowania. Przetestowałem ten sprzęt w pięciu różnych scenariuszach, żeby sprawdzić, jak sobie radzi na co dzień.
Wegańskie brownie
Zacząłem od deseru, a konkretnie od wegańskiego brownie z przepisu, który znalazłem w pamięci robota.

Bezpośrednio do misy odmierzyłem i wymieszałem suche składniki: 200 g drobnego cukru, 125 g mąki, 70 g mielonych migdałów, 50 g kakao, łyżeczkę proszku do pieczenia i trochę soli.

W osobnym rondelku roztopiłem 80 g bezmlecznej margaryny z 120 g gorzkiej i mlecznej czekolady, 60 g wody i ekstraktem z wanilii. Do tego przygotowałem masę z siemienia lnianego i 60 g wody, a także pokroiłem resztki czekolady, żeby posypać całość na koniec.

Zamontowałem w robocie nóż do mieszania, założyłem osłonkę i wlałem mokre składniki do suchych. System prowadził mnie krok po kroku przez to, co aktualnie muszę zrobić.
W odpowiednim momencie wyświetlał też tryb mieszania z już wybranymi ustawieniami. Wystarczyło kliknąć przycisk startu i robot zaczął mieszać.

Robot pracował na tych obrotach niesamowicie cicho – mogłem normalnie słuchać podcastu w tle. Masa wyszła przyjemnie gładka i lśniąca.

Po 40 minutach w 160 stopniach dostałem naprawdę przepyszne brownie!

Domowe burgery
Pora na mięso i prawdziwy test siłowy. Na front urządzenia powędrowała maszynka do mielenia ze średnim sitkiem. Kupiłem po 300 gramów antrykotu, mostka i karkówki wołowej.

Wrzuciłem pokrojone kawałki do podajnika i muszę przyznać, że ten silnik ma moc.
1600 watów wciągało twardy mostek bez najmniejszego zająknięcia, podczas gdy budżetowe konstrukcje z marketu przy takim mięsie zaczynają zwalniać.

Aluminiowy korpus urządzenia co prawda trochę się ruszał, ale tego nie da się uniknąć przy pracy silnika.

Po zmieleniu mięsa do miski, dodałem sól, pieprz i dwie łyżki musztardy Dijon, żeby podkręcić smak.

Uformowałem kulki, sprasowałem je na płasko między dwoma arkuszami papieru do pieczenia i talerzami (taki mały protip smash burgera, jeśli nie macie do tego specjalnej łopatki), a potem wrzuciłem na rozgrzaną patelnię.

Po dwóch minutach dorzuciłem cebulkę, przewróciłem i po kolejnych dwóch minutach położyłem ser mimolette. Po ostatniej minucie na patelni, wsadziłem mięso w zgrillowaną w 100 stopniach bułę z sosem, pomidorem i sałatą rzymską.

Z takim sprzętem robienie burgerów to czysta przyjemność, a nie walka z zapchaną maszynką.
Mięso wyszło soczyste i jędrne, idealnie zmielone bez twardych chrząstek – burgery były bardzo smaczne.

Ciasto na pizzę
To jest dla mnie ostateczny test stabilności każdego robota. Ciasto drożdżowe stawia ogromny opór.
Użyłem 450 g mąki tortowej, 250 ml ciepłej wody, łyżki oleju, łyżeczki suchych drożdży, soli i cukru. Wrzuciłem wszystko do misy i założyłem metalowy hak.

Gdy robot zaczął wyrabiać to ciężkie, gęste ciasto, wreszcie zrozumiałem, dlaczego waży 14 kilogramów. Stał na blacie jak zabetonowany.

Żadnego skakania, wibracji czy przesuwania się w stronę krawędzi stołu.

Ruch planetarny sprawił, że hak ściągał wszystko do środka, nie zostawiając mąki na ściankach.

Ja w tym czasie mogłem na spokojnie przygotować sos pomidorowy i resztę składników, zamiast wyrabiać kleiste ciasto własnymi rękami.

Po 30 minutach wyrastania, rozciągnąłem ciasto, nałożyłem dodatki i wrzuciłem do nagrzanego na maksa (około 250 stopni Celsjusza) piekarnika na 10 minut.

Efekt? Brzegi chrupiące, środek puszysty. Włoska robota odwalona przez polską maszynę w pięknym stylu.

Koktajl owocowy
Na sam koniec coś na szybkie orzeźwienie, a więc koktajl owocowy i test blendera kielichowego. Czuć w nim jakość – grube szkło nie porysuje się od lodu tak łatwo jak plastik.

Do środka wleciała miska owoców: mrożone truskawki, maliny, a do tego banan i jabłko. Zalałem to 200 ml ciepłej wody (żeby leciutko rozmrozić owoce), dodałem 200 ml mleka i 20 g miodu dla osłody.

Odpaliłem najwyższe obroty i zrobiło się głośno – ale przy kruszeniu zamrożonych owoców w każdym sprzęcie robi się głośno.

Trwało to dosłownie kilkanaście sekund. Ostrza świetnie poradziły sobie z zamrożonymi owocami.

Przelałem do szklanki absolutnie gładką, aksamitną masę bez żadnych nieprzyjemnych grudek czy resztek owoców.
A sam dzbanek po wszystkim wystarczyło przepłukać ciepłą wodą. Rewelacja!

Czyszczenie
Jak już przy tym jestem, to prawda jest taka, że kocham gotować, ale nienawidzę sprzątać. Jak to wygląda w przypadku GÖTZE & JENSEN SB900K? Zaskakująco dobrze!
Sama aluminiowa obudowa to jednolita bryła – nie ma w niej setek niepotrzebnych szczelin, w które wchodzi mąka. Po wszystkim wystarczyło przetrzeć korpus i ekran wilgotną mikrofibrą, żeby sprzęt znów wyglądał jak wyjęty z pudełka.

Misę z nierdzewki i mieszadła myje się błyskawicznie. Silikonowe krawędzie z mieszadła też można łatwo opłukać pod bieżącą wodą.
Jedyny minus – typowy dla tego akcesorium niezależnie od producenta – to czyszczenie maszynki do mięsa. Elementy trzeba rozkręcić, mają sporo zakamarków i trzeba uważać na sitka, by dokładnie wymyć resztki mięsa.

A szkło z blendera można wypłukać ręcznie albo zalać ciepłą wodą, wpuścić kroplę płynu do naczyń, odpalić obroty na 10 sekund i w zasadzie wypłukuje się samo.
Podsumowanie
GÖTZE & JENSEN SB900K to sprzęt, który udowadnia, że za inteligentne funkcje, fenomenalną moc i świetną jakość wykonania nie trzeba płacić kwot astronomicznych.

To potężny, budzący zaufanie swoją wagą robot planetarny, wyposażony w cichy i niezawodny silnik bezszczotkowy o mocy 1600 W.
Zastąpił mi w kuchni wagę, ręczny mikser, blender i maszynkę do mięsa.

Ogromnie doceniam takie elementy jak genialne mieszadło silikonowe z wycieraczką czy wbudowaną w korpus wagę.
Ekran oraz aplikacja z przepisami to świetny ukłon w stronę osób, które dopiero uczą się gotować – to system prowadzący za rękę od wbicia pierwszego jajka aż po wyciągnięcie ciasta z piekarnika.

Wad w zasadzie nie widzę wielu – może z czasem aplikacja Setti+ mogłaby wzbogacić się o jeszcze więcej autorskich przepisów, a te już obecne można byłoby przejrzeć i poprawić względem dokładności, ale to rzecz, którą pewnie w końcu poprawią aktualizacje.

Jeśli szukasz uniwersalnego robota planetarnego, który świetnie radzi sobie z wieloma zadaniami w kuchni, a do tego efektownie wygląda i ułatwia życie inteligentnymi rozwiązaniami – to śmiało pakuj go do koszyka, bo na pewno się nie zawiedziesz.

Widzimy się w następnym teście, cześć!
Materiał reklamowy dla marki GÖTZE & JENSEN, ponieważ redakcja otrzymała zapłatę za wykonanie testu. Opinia o produkcie pozostaje niezależna i subiektywna.
Ocena GÖTZE & JENSEN SB900K:

Odznaczenia GÖTZE & JENSEN SB900K:

