To maszyna, która ma zaledwie 15 centymetrów szerokości i krzyczy już samym pudełkiem, że rozmiar nie zawsze ma znaczenie.
Żeby przetestować wszystko, co ta nowa seria potrafi, otrzymałem wyższy model z tej linii (SA403BE0), który poza małą czarną potrafi też spienić mleko, a nawet zrobić cold brew.
Jeśli jesteś ciekaw, czy powiedzenie “mały ale, wariat” ma tu zastosowanie, zostaw łapkę w górę pod filmem i lecimy z tematem.
Cena Krups Coffee Crush
Krups wycenił podstawowy model ekspresu Coffee Crush, który robi tylko czarne kawy, na 1199 złotych, a tutaj znajdziesz do niego link.
Testowana przeze mnie, bogatsza wersja z wbudowanym spieniaczem do mleka i programem Cold Brew, to z kolei koszt rzędu 1499 złotych.
Poniżej znajdziesz aktualne oferty na ten ekspres:
Czy to dużo? Biorąc pod uwagę to, ile życzą sobie inne marki za kompaktowe modele i ile kosztują najlepsze ekspresy automatyczne, to kwota rzędu półtora tysiąca za ekspres napakowany użytecznymi funkcjami jest bardzo rozsądna.
A teraz sprawdźmy, czy praktyka potwierdzi wysoką opłacalność Krups Coffe Crush SA403BE0.
Zobacz też inne recenzje ekspresów KRUPS:
Budowa
Zacznijmy od tego, jak ten sprzęt prezentuje się na żywo, bo nikt nie chce postawić sobie w kuchni brzydkiego kawałka plastiku.


A trzeba przyznać, że Krups Coffee Crush wygląda bardzo elegancko. Minimalistyczna czerń połączona ze stalą nierdzewną dobrze prezentuje się na blacie.

Tańszy model jest dostępny także w innych kolorach – w sklepach kupisz go w wersji kości słoniowej lub pistacjowej.
Absolutnym gamechangerem są tu jednak wymiary. Jak już wspomniałem, ekspres ma tylko 15 centymetrów szerokości. Zmieścisz go w niemal każdej szczelinie między szafkami a mikrofalówką.

I uwaga: mimo tak śmiesznych gabarytów, Krups upchnął z tyłu zbiornik na wodę mieszczący aż 1,8 litra!

Jakby tego było mało, pojemnik na górze mieści 150 gramów ziaren kawy.

To oznacza, że nie musisz biegać z dzbankiem do kranu po zaparzeniu dwóch filiżanek.
Kompaktowy rozmiar nie sprawił, że ekspres stał się gorszy pod względem użytkowania i za to należą się ogromne brawa.
Sterowanie
Pod maską siedzą też konkretne bebechy. Mamy tu termoblok o mocy 1370 W, co w praktyce oznacza, że sprzęt nagrzewa się w ułamku sekundy.
Odpalasz go rano, a on jest od razu gotowy do pracy, bez żmudnego buczenia i płukania przez pięć minut.
Pompa generuje klasyczne 15 barów ciśnienia – czyli tyle (a nawet więcej), ile trzeba, by wyciągnąć z ziarna maksimum aromatu.

A jak z obsługą? Bardzo prosto. Na froncie znajdziesz matowy, dotykowy panel. Wybierasz, na co masz ochotę – espresso, lungo, filter coffee lub cold brew – a maszyna robi swoje.

Z poziomu ekranu ustawisz jeden z trzech stopni mocy naparu, a w pojemniku na ziarna znajdziesz fizyczne pokrętło z pięcioma poziomami grubości mielenia.
Producent mocno chwali się, że to połączenie ekspresu automatycznego i kolbowego, dające pełną kontrolę w mega prostym wydaniu.
Praktyczne testy
No dobra, a jaka kawa rzeczywiście wychodzi spod tego ekspresu? Przepuściłem przez tego malucha kilogram dobrych ziaren, żeby sprawdzić wszystkie jego tryby.
Espresso
Zaczynamy od absolutnej podstawy. Jeśli ekspres nie robi dobrego espresso, to nie ma sensu iść dalej.
Jak poradził sobie Coffee Crush? 15 barów ciśnienia i błyskawiczny termoblok robią tu kapitalną robotę.
Kawa leci gęsta, ciemna, konsystencją przypominająca lekki syrop.

Na samej górze buduje się gruba, piękna, orzechowa crema – i to nie taka oszukana, cienka warstwa piany, która znika, zanim zdążysz usiąść do stołu. Ona twardo trzyma się na ściankach filiżanki do samego końca.
Nie ma tu mowy o żadnej kwaśności z niedoparzenia czy cierpkim posmaku przepalonego ziarna. Jak na automat, który szerokością przypomina grubszą książkę, jakość stoi na bardzo dużym poziomie.

Lungo
Wielu producentów idzie na totalną łatwiznę – robiąc Lungo, po prostu przepuszczają więcej wody przez ten sam, mały krążek kawowy z espresso.
Efekt? Taka kawa jest przeparzona, wydobywa się z niej sama gorycz i smakuje jak woda z kałuży.
Tutaj inżynierowie Krupsa odrobili lekcje. Maszyna w bardzo przemyślany sposób dobiera parametry ekstrakcji.

Dostajesz kawę dłuższą, o wiele delikatniejszą w strukturze, ale wciąż pełną aromatu i charakteru.

Ocena? Zdecydowanie ponad rynkowy standard w tym segmencie.
Filter Coffee
Jeśli pijesz dużo kawy i uwielbiasz lżejsze, przelewowe klimaty z dripa czy chemexa, ten tryb mocno Cię zainteresuje.
Ekspres odpowiednio mieli ziarna i parzy napar przy użyciu zauważalnie niższego ciśnienia. W efekcie wychodzi bardzo czysty napar kawowy.

Znikają ciężkie, czekoladowe czy orzechowe nuty typowe dla espresso, a na wierzch wychodzą fajne, owocowe i kwiatowe akcenty ziaren.
Świetna opcja do pracy, kiedy chcesz po prostu sączyć dobrą kawę przez pół dnia bez mocnego zastrzyku kofeiny.

Cold Brew
W typowych, tanich automatach “kawa na zimno” polega na tym, że maszyna perfidnie leje gorący napar prosto na kostki lodu w szklance.
Lód błyskawicznie topnieje, następuje szok termiczny, a kawa robi się wodnista i smakuje po prostu fatalnie.
Po przetestowaniu modelu Intuition Experience Hot&Cold EA879N wiem jednak, że Krups potrafi zrobić dobrą kawę na zimno.

I w przypadku Coffee Crush nie jest inaczej – proces ekstrakcji w tym trybie odbywa się w o wiele niższej temperaturze, idealnie skalibrowanej pod mrożone napoje.

Wrzuciłem do szklanki kilka kostek lodu, włączyłem tryb Cold Brew i dostałem kawę, która jest gęsta, potężnie orzeźwiająca i nie traci grama ze swojego naturalnego smaku.

Lód w szklance przeżył to starcie i topił się powoli. Gwarantuję, że w gorące dni ten tryb będzie u Ciebie pracował na pełnych obrotach.
Spienianie mleka
Na koniec zostawiłem mleko. Głowiłem się, jak oni zmieścili zintegrowany system spieniania w tak mikroskopijnej obudowie.
I w sumie nieważne, jak to zrobili; ważne, że to rewelacyjnie działa. Ekspres pobiera mleko z zewnętrznego pojemnika, podgrzewa je i spienia w aksamitną, kremową teksturę.

Nie ma tu mowy o wielkich, brzydkich bąbelkach powietrza jak z taniego spieniacza za kilkadziesiąt złotych.
Dostajesz świetnej jakości mikropiankę – słodką w smaku, odpowiednio ciepłą, idealną do porannego Cappuccino czy warstwowego Latte.
Jasne, prawdopodobnie nie jesteś baristą i nie wyczarujesz tym latte art w kształcie łabędzia, ale w domowych warunkach zdecydowanie wystarczy.

Czyszczenie
Nikt nie lubi czyścić ekspresów. Wyciąganie tych wielkich, ociekających brudem tacek ociekowych zazwyczaj kończy się rozlaną wodą na całej podłodze.
I tutaj Krups również zabłysnął. Zamiast szarpać się z wielką szufladą na fusy, wyciągasz z przodu mały, dedykowany pojemniczek.

Obracasz go o 180 stopni, klikasz przycisk, a twardy, zbity i w miarę suchy krążek kawowy wypada prosto do kosza na śmieci. Szybko, czysto, bez babrania się.
Mycie spieniacza też nie jest irytujące, a maszyna sama dba o swój stan – odkamienianie trzeba przeprowadzić co około 200 cykli, o czym ekspres grzecznie przypomni odpowiednią ikonką na panelu.
Z utrzymaniem go w czystości poradzi sobie dosłownie każdy.

Co można poprawić?
Ale żeby nie było, że tylko słodzę – są dwie rzeczy, które mogłyby zostać poprawione.
Po pierwsze: ekspres posiada tylko jedną wylewkę i robi wyłącznie jedną kawę naraz. Oznacza to, że nie zrobisz dwóch espresso jednocześnie.

Jeśli wpadają do Ciebie znajomi na ciasto i masz do zrobienia cztery kawy, to trochę sobie przy tym sprzęcie postoisz.
Wstawienie podwójnej wylewki raczej nie powiększyłoby drastycznie bryły urządzenia, a zaoszczędziłoby mnóstwo czasu przy serii kaw.
Po każdej kawie trzeba też wyjąć pojemnik na fusy i go opróżnić.

A po drugie: podstawowa wersja robi tylko Espresso i Lungo. Nie poleje Ci nawet samej gorącej wody na herbatę, co w automatach jest zazwyczaj standardem.
Żeby cieszyć się świetnym Cold Brew, spienionym mlekiem czy trybem Filter Coffee, musisz wydać dodatkowe 300 zł i kupić wyższy model, który zaprezentowałem Ci w tym teście.

Szkoda, że podstawowa wersja jest aż tak mocno okrojona z programów.
Sprawia to, że w mojej ocenie staje się po prostu nieopłacalna i zbędna, bo różnica w cenie względem wyższego modelu nie jest wcale duża.

Podsumowanie
Czas na werdykt. Czy warto zainwestować w ekspres Krups Coffee Crush?
Jeżeli szukasz wielkiej maszyny z 10-calowym tabletem na froncie i wieloma trybami, która zajmie Ci pół kuchni – odpuść.
Ale jeśli jesteś osobą, która ma ciasny aneks kuchenny, a jednocześnie nie chce iść na absolutnie żadne kompromisy w kwestii smaku kawy, to ten sprzęt pozamiatał konkurencję.

15 centymetrów szerokości robi gigantyczną różnicę.
Wybitnie prosta obsługa, wielki zbiornik na wodę mimo małych gabarytów i absolutnie genialny patent z wyrzucaniem fusów sprawiają, że korzystanie z tego Krupsa to po prostu czysta przyjemność.
Za te pieniądze otrzymasz elegancki, minimalistyczny automat, który serwuje świetną kawę, a w droższej wersji robi też wyborne Cold Brew i radzi sobie ze spienianiem mleka.

A Ty wolisz rano mocne, czarne Espresso czy gigantyczne Latte z pianką? Daj znać w komentarzach!
Jeśli ten materiał pomógł Ci dokonać wyboru, zostaw maksymalną ocenę poniżej. Do kolejnego testu, cześć!
Materiał reklamowy dla marki KRUPS, ponieważ redakcja otrzymała zapłatę za wykonanie testu. Opinia o produkcie pozostaje niezależna i subiektywna.
Ocena Krups Coffee Crush SA403BE0:

Odznaczenia Krups Coffee Crush SA403BE0:

